9 listopada (dzień po konferencji prasowej) wybuchła wrzawa. Kibice, media i zwykli ludzie, którzy sportowym emocjom oddają się tylko w chwilach wielkich wydarzeń, zagrzmieli. Politycy wytoczyli najcięższe działa, a główni zainteresowani poczuli się niekomfortowo. Wszystko za sprawą orła w koronie. Orła, którego zabrakło na koszulkach reprezentacji Polski w piłce nożnej.
Nowe szaty
Miejsce niemalże święte na każdej koszulce sportowej, które zawodnicy całują, by dać wyraz temu, dla kogo walczą i w imię czego, zajęło… logo. Ładne, nowoczesne i trójwymiarowe. Jak podaje Polski Związek Piłki Nożnej „ma przestrzenny kształt piłki, zarysowany za pomocą dynamicznego układu biało-czerwonych, połyskujących złotem szarf. W górnej części znaku szarfy układają się w kształt głowy orła.” Tyle że logo jest znakiem PZPN, a nie godłem narodowym. Definiuje je zwykła księga znaku, a nie ustawa o godle, barwach i hymnie RP. Nowy logotyp PZPN ujrzał światła reflektorów w połowie kwietnia. Miał być krokiem do odbudowy mocno nadszarpniętego wizerunku związku, elementem porządkownia identyfikacji wizualnej i prawdziwie atrakcyjnym elementem marketingu PZPN. Zaprojektowanie logo poprzedziły badania marketingowe i konsultacje. Rozpisano konkurs i wybrano zwycięzcę (zapis prezentacji logotypu dostępny pod linkiem http://www.pzpn.pl/index.php/Federacja/Logotyp-PZPN). Intencje były dobre, cel szczytny, a koncepcja właściwa. Niestety, jedno błędne rozegranie i PZPN strzelił samobója.
Jaki znak Twój
O ile decyzja o zmianie logo PZPN była słuszna, o tyle ta o usunięciu orła w koronie szokująca i niczym nieuzasadniona. Związek powoływał się na podobne rozwiązania stosowane w innych federacjach, które także nie posiadają symboli narodowych. Kroki tłumaczył też względami ekonomicznymi i marketingowymi. Zastrzeżony znak na koszulkach dawał federacji gwarancję, że wszelka nielegalna sprzedaż produktów oraz podrabianie emblematów będzie ścigane prawem. Trudno też o lepszą ekspozycję logo. Za takie miejsce na koszulce każda inna firma musiałaby zapłacić krocie. Dodanie więc logo PZPN było bardzo dobrym zagraniem taktycznym. Dodanie, nie wymiana. PZPN potraktował reprezentację Polski jak własny produkt marketingowy, chociaż – podobnie jak Adam Małysz, czy Robert Kubica – to także dobro narodowe. Zapomniał też o tym, że tam gdzie są wierni kibice, są ogromne emocje. W przypadku reprezentacji krajowych rzesza kibiców jest szczególnie liczna. To już nie tylko zwolennicy poszczególnych drużyn, ale również zwykli miłośnicy sportu, którzy wbrew wieloletniemu doświadczeniu za każdym razem modlą się o dobry wynik “swoich”. Bo to przecież są nasi – reprezentują nas. A rozpoznajemy to po barwach strojów i orzełku na piersiach. Są tak samo nasi jak orły Górskiego, i tak samo chcemy ich sukcesu.
W fazie projektowania logotypu zapytano wszystkie zainteresowane strony (kontrahentów, związkowców, media, a nawet po części kibiców), co sądzą o pomyśle. Został przyjęty pozytywnie. Przy projektowaniu koszulki już nikogo nie pytano, czy zgodziłby się na umieszczenie logotypu PZPN zamiast godła narodowego. Firma Nike, która zaprojektowała koszulki, w wydanym przez siebie komunikacie przyznała, że przez długi czas namawiała związek do pozostawienia godła na strojach, prorokując, jak bardzo negatywnie może być odebrane przez kibiców usunięcie orzełka. Niestety, działacze federacji byli innego zdania.
Trzeba rozwinąć skrzydła
To nie pierwsza czerwona kartka, jaką kibice dali Związkowi. Konflikt między federacją a fanami piłki nożnej trwa od lat. Kibice oskarżają PZPN o kumoterstwo, dbanie wyłącznie o własne dobro, a także traktowanie piłki, klubów i piłkarzy jako dodatków do swoich szemranych interesów. Usunięcie orzełka z koszulek trafiło więc na podatny grunt i zostało potraktowane jak zdrada narodowa. Po wpadce z orzełkiem, w najbliższym czasie Związek nie może liczyć na jakiekolwiek zrozumienie z strony kibicowskiej braci. Piłka nie połączy Związku z kibicami, dopóki ten nie otworzy się na swoją publiczność i nie zacznie komunikować z głównymi zainteresowanymi. Nie chodzi tylko o to, aby zabłysnąć przyjaznym logotypem. Nie można zbudować nowego wizerunku w oparciu o sam marketing i grafikę. Trzeba pokazać nowy system funkcjonowania. W innym wypadku kolejna wpadka to tylko kwestia czasu, a nawet najdrobniejsze uchybienie będzie głośno i złośliwie komentowane nie tylko na trybunach.
Ta sprawa to kolejny dowód, że żeby odświeżyć wizerunek, nie wystarczy odświeżyć logo.


